Kierowcy zadają to pytanie, kiedy stoją w kilometrowych korkach, albo kiedy widzą jak drogowi piraci pędzą blisko 200 km/godz., wyprzedzają na trzeciego, przejeżdżają na czerwonym świetle. Pytają też mieszkańcy osiedli, gdzie młodzi kierowcy trenują poślizgi i przyspieszanie, sprawdzają głośność tłumika czy na full słuchają techno w swojej bryce o trzeciej nad ranem.

Mogę powiedzieć, gdzie spotkałem przynajmniej  8 policjantów warszawskiej drogówki zajmujących się zupełnie czym innym niż rozładowywanie korków, patrolowanie ulic itp. Otóż otrzymałem wezwanie do Wydziału Ruchu Drogowego Policji przy ul. Waliców w Warszawie. Domyślałem o co chodzi. Chyba 2 miesiące wcześniej na ul. gen, Maczka, szerokiej arteri z Bemowa na Powązki, wyciszonej ekranami, ok. 21.00 fotoradar zrobił mi zdjęcie, na którym uwidoczniono prędkość mojego auta: 72 km/godz.

Popełniłem wykroczenie, nie zaprzeczam, przyjąłem mandat (100 zł) i trzy punkty karne. Powiniem był jechać obowiązującą tam prędkością 50km/godz. albo maks. 69, wtedy radar by nie zrobił zdjęcia.

Zgłaszam się więc na wpisaną na wezwaniu godzinę, przed drzwiami kilkanaście osób. Co chwila policjant wychodzi i wzywa po nazwisku kolejnego pirata. Tak się przynajmniej człowiek czuje w tym miejscu. Przyszła kolej i na mnie. W pokoju przyjęć na oko z osiem boksów wielkości 4 m kwadratowych. W każdym policjant i interesant wezwany  do odebrania najdroższego chyba  zdjęcia w życiu.

Tych ośmiu policjantów drogowych zajmuje się biurokracją, którą mogłaby wykonać zwykła sekretarka. Dałoby się to również załatwiać w inny sposób. Otóż zamiast wezwania nadawanego listem poleconym   od razu wysłać  zdjęcie z fotoradaru, druk mandatu i zawiadomienie o liczbie punktów karnych. Wizyty w komisariacie byłyby konieczne tylko wtedy,  Jeśli ktoś nie zgadza się z wysokością kary lub nie rozpoznaje siebie na fotografii.

Myślę, że przynajmniej połowa policjantów trudniących się tą papierkową robotą mogłaby spokojnie zająć się swoimi zawodowymi sprawami. Niechby już nawet dostali te fotoradary i robili jeszcze więcej zdjęć drogowym piratom. Niekoniecznie na 3-pasmowych arteriach i po 21-ej, bo to najłatwiejsza robota, a częściej tam, gdzie  przekroczenie prędkości stwarza dużo większe zagrożenie. Np. na osiedlowych ulicach , które coraz częściej są miejscem wyścigów samochodowych i motocyklowych, gdzie oszołomy sprawdzają głośność tłumików, pisk opon, ostre wejścia w zakręt. To pod rozwagę władzom policji nie tylko w Warszawie.